Choć zdania na temat programu 500 + są podzielone, to z całą pewnością jednym z jego pozytywnych efektów jest mocne uderzenie w firmy pożyczkowe, które kierują swoje oferty do ludzi ubogich proponując im najróżniejsze "chwilówki" nierzadko na 1500-2000% (RRSO), czyli ewidentnie na lichwiarski procent.

Z chwilą, kiedy budżety tych ludzi wzrosły, przestali oni korzystać z usług takich firm. Nic więc dziwnego, że w drugim kwartale tego roku zakończyło działalność 21 z nich, bo nie miały komu udzielać pożyczek. I to jest dobra informacja.

Teoretyczne lichwa w Polsce jest zakazana i równie teoretycznie karana. Praktycznie firmy pożyczkowe specjalizujące się w udzielaniu różnych "chwilówek" czy kredytów na dowód, mają wiele sposobów na to, żeby ominąć antylichwiarskie przepisy. W tym celu np. w umowach pożyczkowych zapisują stosunkowo niskie oprocentowanie samej pożyczki, ale za to zapisują tam najróżniejsze opłaty manipulacyjne, prowizje itp., które windują faktyczną roczną stopę oprocentowania nierzadko do 1500-2000 proc. w skali roku.

Do niedawna Polska była prawdziwym rajem dla takich firm. Co więcej, nawet Bank Światowy popierał ich ekspansję. Np. niemiecki Kreditech dostał od Banku Światowego aż 11 milionów USD w celu wsparcia jego działalności na "rynkach wschodzących", a zatem i w Polsce. A ta ,,wspierana działalność,, polegała właśnie na udzielaniu lichwiarskich pożyczek osobom, które nie miały szans na uzyskanie kredytu w normalnym banku ze względu na niskie dochody, czyli tzw. brak zdolności kredytowej.

To wszystko uległo zmianie, kiedy wszedł w życie program 500+. Aż 13 proc. jego beneficjentów, czyli co najmniej 150 - 175 tys. rodzin przyznaje, że dzięki niemu już nie muszą korzystać z chwilówek.