Za trzy lata, od 2021 r, na terenie Unii Europejskiej będzie obowiązywał zakaz wprowadzania do obrotu talerzy, sztućców, słomek, patyczków higienicznych i wszelkich innych jednorazowych plastikowych przedmiotów.

Bruksela jest zdecydowana przyjąć nowe przepisy. Rezolucję w tej sprawie 10 października przyjęła komisja ochrony środowiska Parlamentu Europejskiego, a głosowanie nad nią zaplanowano na 22-25 października.
Eurodeputowanym chodzi o to, że te jednorazowe przedmioty plastikowe stanowią ponad 70 proc. odpadów morskich, które później są znajdowanie w organizmach zwierząt, m.in. ryb, skorupiaków, żółwi, fok, wielorybów oraz ptaków. Są więc częścią naszego łańcucha pokarmowego.
Po wycofaniu tych wyrobów z rynku będzie też można ograniczyć emisję dwutlenku węgla o 3,4 mln ton i szkody w środowisku, które kosztowałyby 22 mld euro.
Zakaz produkowania i używania jednorazówek plastikowych to nie jedyne, co Bruksela chce zrobić dla ochrony środowiska. Wypowiedziała też wojnę odpadom z wyrobów tytoniowych, a głównie filtrom papierosowym, które zawierają plastik. Ich stosowanie do 2025 r ma być ograniczone o połowę, a do 2030 r. o 80 proc, gdyż naukowcy policzyli, że jeden niedopałek papierosa może zanieczyścić 500 - 1000 litrów wody, a wyrzucony na jezdnię rozkłada się nawet przez 12 lat.
Kraje członkowskie będą miały obowiązek ograniczyć do 2025 r. te produkty z plastiku, dla których obecnie nie istnieje alternatywa. Są to m.in. pojemniki na kanapki, owoce, warzywa, desery czy lody. Będą też musiały opracować lokalne plany i zachęcić swoich obywateli do stosowania produktów wielokrotnego użytku oraz tych, które mogą być poddane recyklingowi. Będą też musiały zagwarantować, że co najmniej połowa utraconego lub porzuconego sprzętu rybackiego, który zawiera tworzywa sztuczne, będzie usuwana z mórz i plaż. Narzędzia połowowe stanowią bowiem 27 proc. odpadów, które trafiają na europejskie plaże.
Kraje unijne będą też musiały dopilnować, żeby koncerny tytoniowe finansowały transport, obróbkę i zbieranie śmieci tytoniowych. Tak samo, jak producenci narzędzi połowowych, które zawierają tworzywa sztuczne. Z badań wynika bowiem, że co roku do wód morskich dostaje się 8 milionów ton plastiku, a te badania nie obejmują sieci rybackich.
Najwięcej plastikowych śmieci trafia do mórz i oceanów z Chin, Indonezji i Filipin. Prawie połowa plastikowych śmieci na świecie pochodzi z krajów rozwijających się, takich jak Wietnam i Tajlandia.
Wielka Pacyficzna Plama Śmieci, która pływa po północnej części Oceanu Spokojnego, na północny wschód od Hawajów ma wraz z peryferiami 3,5 mln kilometrów kwadratowych.
Grupą, którą najbardziej dotkną unijne zmiany przepisów są naturalnie przedsiębiorcy. Producenci, branża spożywcza, restauracyjna i inni. Wielki biznes coraz częściej dostrzega, jak wielkim problemem jest zanieczyszczania Ziemi plastikiem i najwyższy czas coś z tym zrobić.
Jedną z firm, które podjęły energiczne działania w tym zakresie jest Ikea. Od 2020 r. nie będzie można w sklepach tej sieci kupić m.in. słomek, jednorazowych kubków i worków na śmieci. Nie zobaczymy ich też w tamtejszych restauracjach i kawiarniach.
Poszczególne państwa też wprowadzają zmiany, nie czekając na unijne dyrektywy. Np. Węgry chcą wprowadzić od 2021 r zakaz używania plastikowych torebek. Zaproponowały też, żeby podnieść cenę jednorazowych naczyń i plastikowych sztućców, co zniechęciłoby do nich sprzedawców i skłoniło ich poszukiwania alternatywy.
W lipcu przyszłego roku Węgrzy chcą również zakazać używania torebek, które rozdrabniają się pod wpływem utleniania, a są wyjątkowo szkodliwe dla środowiska, bo z czasem rozpadają się na drobne kawałki, ale nie rozkładają się biologicznie. Niemożliwe jest jednak zebranie tych fragmentów, co zwiększa prawdopodobieństwo, że trafią do łańcucha pokarmowego.
Węgrzy zużywają rocznie ponad 80 torebek plastikowych na osobę, a niemal wszystkie po jednorazowym użyciu trafiają do kosza