Mają być ujednolicone kolory pojemników na odpady we wszystkich polskich gminach a samorządy nie będą już mogły same o tym decydować, będzie także obowiązkowy podział śmieci na cztery frakcje. Takie są najważniejsze tezy rozporządzenia ministra środowiska, które będzie obowiązywało już od lipca przyszłego roku. Samorządy są z tego niezadowolone, bo oznacza to dla nich ogromne koszty, np. z powodu konieczności wymiany pojemników. Te koszty mogą sięgnąć nawet 700 mln zł.

Poprzednią ,,rewolucję" śmieciową mieliśmy cztery lata temu. Teraz minister uznał, że niektóre przepisy, już raz znowelizowanej ustawy, trzeba ponownie zmienić. Pierwotna ustawa nakazywała gminom segregowanie śmieci, a mieszkańcy, którzy nie chcieli tego robić mieli więcej płacić  za wywóz odpadów. Samorządy miały jednak wolną rękę w sposobie zbierania śmieci oraz w wyborze koloru pojemników. Znowelizowana ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach pozwoliła teraz ministrowi środowiska na wydanie rozporządzeń, którymi zmienia te zasady. A na to nie chcą się zgodzić  gminy. Trzeba podkreślić , że  to rozporządzenie niekoniecznie musi być wydane - uważa Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej. -Minister musi najpierw udowodnić, że dzięki niemu sytuacja ulegnie poprawie, a to zdaniem ZGWRP się nie stało.

Jednak dokument znajduje się na stronie Rządowego Centrum Legislacji. I pisze w nim, że segregacja odpadów w całej Polsce ma zostać ujednolicona. Odpady mają być dzielone co najmniej na cztery frakcje: papier do pojemnika koloru niebieskiego, szkło do zielonego, tworzywa sztuczne i metale do żółtego, a odpady biodegradowalne do brązowego. Dotychczas w kwestii kolorów pojemników samorządy miały swobodę decyzji. W niektórych gminach szkło należało wrzucać do żółtych pojemników, a gdzie indziej do białych, albo do zielonych. Podobnie było z papierem. Są gminy, w których wyrzuca się go do pojemników niebieskich, a w innych gminach do szarych.

Teraz samorządy będą mogły decydować tylko o tym, na ile frakcji mają być dzielone śmieci. ,,Rozporządzenie zawiera podział na cztery frakcje jako minimalny zakres zbierania odpadów, który może zostać rozszerzony przez gminę, natomiast nie może być zawężony"- napisano w uzasadnieniu dokumentu, autorstwa resortu środowiska. Ale na to się raczej nie zanosi, bo jak wynika ze statystyk,  najwięcej samorządów decyduje się właśnie na podział śmieci na cztery frakcje. Tak segregowano odpady w 639 polskich gminach. Nieliczne gminy całkiem zignorowały obowiązek recyklingu, ale były również takie, gdzie trzeba było dzielić śmieci na dziewięć i więcej rodzajów. Były aż 93 takie restrykcyjnie ekologiczne samorządy.

Ministerstwo  tłumaczy, że to rozporządzenie jest konieczną reakcją na zastrzeżenia Komisji Europejskiej, która nie była zadowolona z tego, w jaki sposób przebiega segregacja śmieci nad Wisłą. Własne dlatego powstała ,,Mapa drogowa dla Polski", gdzie jedną z rekomendacji jest określenie nowych standardów selektywnego zbierania odpadów. Od tego Unia uzależniła przyznanie nam środków z funduszy europejskich, które mają być przeznaczone na inwestycje proekologiczne. Jakiś czas temu KE zobowiązała nas do zwiększenia poziomu recyklingu, który teraz w Polsce jest jednym z najniższych w Europie. Wzorem mogą tu być Słowenia, Estonia czy Finlandia, gdzie segreguje się przeszło połowę śmieci, tymczasem my segregujemy zaledwie 4,5 proc. odpadów. Gorzej jest tylko w Bułgarii i Chorwacji.

Wiele obaw w gminach wywołał też pierwotny termin wejścia w życie tych nowych przepisów. Najpierw bowiem planowano, że rozporządzenie będzie obowiązywało już od początku przyszłego roku, a gminy miały w ciągu sześciu miesięcy okleić dotychczasowe pojemniki nowymi  kolorami, a w ciągu pięciu lat miały kupić nowe kontenery. Sprzeciwił się temu Związek Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej. ,,Ministerialne uzasadnienie rozporządzenia mówi o kosztach związanych z wymiana pojemników, ale zupełnie pomija koszty związane z organizacją odbioru śmieci w nowym systemie"- napisał do ministra przewodniczący ZGWRP Marek Olszewski. Dodał on, że gminy już dawno podpisały z firmami sprzątającymi umowy na odbiór śmieci, a ich zmiana będzie się wiązała z dodatkowymi kosztami.

Rozporządzenie ministra środowiska skrytykowała też Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. Resort musiał się więc ugiąć pod protestami samorządów i zdecydował się na przesunięcie o pół roku terminu wejścia w życie rozporządzenia. Właśnie dlatego będzie ono obowiązywało od 1 lipca 2017 roku, czyli od dnia czwartej rocznicy wejścia w życie tzw. ustawy śmieciowej. Został też wprowadzony czteroletni okres przejściowy na to, by gminy mogły się dostosować do nowych przepisów oraz zmienić umowy z firmami odbierającymi śmieci.

Koszty tej reformy, które spadną głównie na samorządy, resort środowiska ocenia na 50-100 mln zł w ciągu pięciu lat. Jeśli jednak zajdzie potrzeba wymiany wszystkich kontenerów we wszystkich gminach, to gminy za to będą musiały zapłacić nawet 700 mln zł.